Mimo obrazka, to nie będzie kolejna matematyczna zagadka jakich teraz wiele na FB, ale mam nadzieję, że skłoni do myślenia…
Temat dziś zapewne wielu z was nie obcy. Ile to razy słyszeliście ten okrutny przelicznik? Za leczenie tego szczura to by miało się już pięć, za leczenie tego psa to kafelki do przedpokoju, a za jaszczurkę nowe terrarium i warana z komodo.
Jedno jest pewne. Do tych co tak wam mówią nie trafię – sorry. Zawsze jak coś tutaj piszę, to z nadzieją, że nawrócę kogokolwiek. Tutaj będzie ciężko, bo to wynika z pewnej cechy. U takiej osoby podczas analizy sytuacji, gdzieś na szlakach neuronów w mózgu, zwierzę zostaje obdarte ze wszystkich cech za które je przecież tak kochamy. Zostaje obdarte z charakteru, z życia. Finalnie, „transakcja” leczenia psa w takim umyśle porównana jest do oddania starych butów do szewca i prostej kalkulacji czy za tą naprawę nie wyrwę czegoś podobnego w CCC tylko nowego.
Pocahontas wiedziała, „że ten głaz ma także duszę”, a zwierzaki na pewno, ale nie każdy w naszym towarzystwie to Pocahontas, która na co dzień biega ze zwierzętami „leśnym duktu szlakiem”. Większość osób to ludzie, którzy zwierzę widzą co najwyżej na talerzu, a wtedy lepiej nie myśleć, że taki kawał mięcha na talerzu to coś innego niż rzecz. Ciężko jest więc w tym naszym świecie rozbudzić taką iskrę empatii.
U wielu z nas powstaje dysonans poznawczy kiedy do jednych zwierząt się strzela w formie hobby, inne się zjada, inne kocha, inne obserwuje, jedne to szkodniki, na ratowanie siedlisk jednych zbiera się miliony, a innym siedliska niszczy, by zrobić pastwiska by nakarmić te, które się potem zjada i karmi się nimi te które się przytula. Można zwariować.
Trochę odbiegłem od tematu. Z tym zrozumieniem jeszcze przez lat możecie się nie spotkać. Nie martwcie się jednak. To nie z wami jest problem. Gdy patrzyłem na własnego przyjaciela, który walczył o swojego psa do końca, to czuje się bezpieczniej bo wiem, że jak przyjedzie potrzeba to będzie walczył o mnie tak samo.
To nie z wami jest problem, bo to piękne, że stajecie w narożniku waszego pupila gdy walczy z chorobą, czasem śmiercią.
Nie musicie się przejmować opinią innych. To wasz przyjaciel, wasze pieniądze i wasze łzy.
Możecie być z siebie dumni, bo w czasach, gdy wszystko trzeba „mieć”, z przyjaźni nie zrobiliście transakcji i inwestycji tylko pozostawiliście ją tam gdzie być powinna. W sercu. Ta specyficzna forma miłości nie jest dla was produktem.
Wiem jak wam jest na co dzień z tym ciężko. Pakujecie ich do transporterów, robicie te zastrzyki w domu, kroplówki, wciskacie im tabletki do gardeł, mimo, że macie ręce pocięte bardziej niż ludzie na zjeździe EMO, po czym ktoś do was podchodzi i z politowaniem pyta czy warto.
Warto – choć to nie zawsze jest walka którą się wygra. Czasem wręcz są to wielkie kampanie zakończone klęską. Mimo tego, że za leczenie tej szynszyli moglibyście już chyba kupić całą fermę, to na tej całej fermie nie będzie tej jednej konkretnej, tej waszej. To akurat ten pies ma Ci pysk lizać codziennie rano jak śpisz, a ten konkretny kot mruczeć Ci na kolanach – bo choć rodziny się nie wybiera, to w tym wypadku stał się wyjątek. To rozumiecie tylko wy i wam podobni. Nie patrzcie na resztę.
Wasza miłość do zwierząt nie krzywdzi nikogo. Wasze poświęcenie im pomaga, a was wzmacnia. Nie przejmujcie się nigdy tymi którzy chcą wam to zabrać, bo po prostu tego nie rozumieją. To ich strata, ale jeżeli ktoś czegoś nigdy takiego w życiu nie miał to jak ma pojąć, że to stracił?
Jednocześnie każdemu takiemu opiekunowi gratuluję. Fajnie się dla was pracuje, dla was ta robota ma sens. I jak to leciało w kawałku „Klatka”: “Szacunek dla każdego zawodnika. Co podejmie walkę”