Na środku stołu siedzi zwierzę. Jest chore. Na co- to już nie ważne. Po dwóch stronach stołu stoją dwie osoby: opiekun i lekarz. Sytuacja jak z każdego gabinetu. Skupmy się teraz na samych osobach, nie na zwierzaku. Czy wiecie jak bardzo ważna jest relacja na tej linii? Sukces większości terapii oparty jest właśnie na stosunku do siebie tych dwóch osób. W bardzo dużej ilości sytuacji do zdrowienia naszego małego pacjenta nie dochodzi gdy na tej linii pojawiają się wątpliwości i zgrzyty. Chcę wam więc napisać kilka wskazówek i moich przemyśleń na ten temat, by wam opiekunom było łatwiej pewne rzeczy zrozumieć i zaakceptować. Przygotowałem dla was mały cykl kilku artykułów – który będzie publikowany regularnie. Będzie dotyczył budowania długofalowej relacji z lekarzem jako drogi do skutecznej pomocy waszemu pupilowi.

Dziś zaczniemy od zaufania – podstawy każdego dobrego związku.

Tu w gabinecie mniej intymnie niż w domu, ale tak samo ważnie. Bez tego nigdzie nie ruszymy. Jeżeli co chwilę kwestionujesz zdanie lekarza, bez znaczącego powodu i wskazania to szkodzisz swojemu zwierzakowi. Pytaj, dociekaj, ale ufaj. Tak jak w życiu. Gdy nie darzysz partnera zaufaniem to go zmieniasz – albo próbujesz nad zaufaniem pracować, z lekarzem jest tak samo. Zostańmy chwilę przy tej analogii. Bardzo często spotykam się z wrzucaniem schematów leczenia moich, a także innych lekarzy do internetu, aby (o zgrozo!) losowi ludzie udzielali Ci porad. Jakie to niesie ze sobą problemy? Osoba po drugiej stronie monitora, wcale nie musi życzyć twojemu zwierzęciu dobrze, nie musi się nawet znać na danym zagadnieniu o które pytasz, może mieć urazę do twojego lekarza, przez co będzie podważać każdy podpunkt leczenia. Jeżeli chcesz usłyszeć drugą opinię skonsultuj się z drugim lekarzem. On/Ona również przebada zwierzę, wykonano ewentualnie dodatkowe badania. Druga opinia często pomaga bo co dwie głowy to nie jedna. Konsultowanie z innym wetem to nie jest zdrada. W tej relacji dopuszczalne są trójkąty. Często my sami nie działamy solo i wasze przypadki konsultujemy z współpracownikami, znajomymi – ale tylko tymi którzy mają na ten temat pojęcie bo celem jest ten maluch na środku stołu z pierwszej linijki i jego zdrowie.

Jednak lekarz weterynarii to dość podejrzliwy człowiek. Często kieruje się słowami serialowego dr House – „wszyscy kłamią”. Im więcej człowiek przepracuje tym niestety bardziej nabiera podejrzeń – taka niestety mądrość płynąca z doświadczeń…

„- Na pewno Pani nie dała mu tego do jedzenia?

– Na pewno!

– Ale obiecuje Pani, że nawet kawałka?

– No kawałek dałam, ale on tak patrzył…”

I tak patrzył dziś, wczoraj, przedwczoraj, dwa, trzy dni temu….

„- A leki dostaje regularnie?

– Oczywiście!!!

– Ale obiecuje Pani?

– No wczoraj nie dałam, bo się do pracy śpieszyłam, dwa dni temu miałam kino, no i dziś nie dałam, bo już jeść nie chciał…”

To jest normalne, bo opiekun nie chce wyjść na złego opiekuna. Niewinne kłamstewko, trochę nas wybiela, ale może mocno zaburzyć cały proces diagnostyczno terapeutyczny. Pamiętam jak dziś gdy znieczulałem kota „Oczywiście, że na czczo!!!”, który zwymiotował ze cztery parówki. Niestety – cheat meal to zawsze meal. My wiemy, że macie gorsze dni, że jesteście zalatani, że ciężko czasem wcisnąć do pyska tą tabletkę, ale mówmy o tym sobie. Może da radę zamienić na syrop? Albo zastrzyki? Na tym polega tworzenie planów terapeutycznych, nie jest dla mnie w interesie wymyślać najbardziej wyszukanej metody – tylko metody skutecznej i możliwej do zrealizowania przez Ciebie w domu.

To samo tyczy się objawów. Ja wiem, że nie chcesz wyjść na okrutnego opiekuna, ale gdy patrzysz mi w oczy i mówisz, że guz wielkości kokosa wyrósł wczoraj, a zwierzę suche jak wiór nie pije od rana to ja nie za bardzo chcę Ci wierzyć. Rzetelny wywiad to podstawa i początek współpracy. Kłamiąc na pierwszej randce może uda Ci się ten jeden raz na ten jeden raz, ale to nie randka, a twoje kłamstwo zweryfikuje podstawowe badanie kliniczne wraz z badaniami dodatkowymi – to bardzo wierni demaskatorzy. Gdy z problemu przewlekłego robisz problem ostry – bo tak z czarnego charakteru, zmieniasz się w czujnego ninja utrudniasz rozpoznanie i pomoc. Skoro trafiłeś już do lekarza ze zwierzęciem w ciężkim stanie to brzydko mówiąc nie liczy się dla mnie w pierwszej kolejności czy jesteś Vlad Palownik czy Księżniczka Śnieżka, ale szybka pomoc.

Mam nadzieję, że przystępnie – ufajcie swoim lekarzom, a ja ufam, że tekst wam się spodobał. Do zobaczenia wkrótce z kolejnym materiałem.