Wstaje rano, robię sobie pyszną kawkę, siadam na kanapie i coś mi śmierdzi. Rozglądam się w około, ale nie mogę znaleźć źródła. Odpalam laptopa i już wiem – kolejny internetowy shitstorm. Tym razem z kotami w roli głównej. Chodzi tu o to, że wypuszczając kota wolno łamiesz prawo – taki cieplutki niusik z Holandii. Nawet nie sprawdzałem czy to nie fake news, bo nie o to tutaj chodzi. Chodzi mi o całą otoczkę wokoło tego. Dla normalnych ludzi, którzy chociaż minimalnie interesują się ekologią w sumie żadna nowa informacja – wypuszczanie kota na dwór zawsze było przestępstwem wobec natury, no a teraz jest i prawnie. Co tam jednak w sekcjach komentarzy się dzieje! Cóż za lament, że jak ktoś śmie w ogóle mówić takie rzeczy!
Chwilami czułem się jakbym czytał co najmniej wypowiedzi kultu egipskiej Bastet. Chciałbym was zmartwić moi drodzy, bo wiem, że może to zaboleć, ale kochany kici cici po przekroczeniu progu waszego domu (i często gabinetu weterynaryjnego 😛) to natural born killer. Takie są fakty, bo taka jest natura drapieżnika.
Kot na tapczanie to z ludzkiego punktu widzenia miły, niezależny domownik, ale kot na dworze (czy tam polu 😛) z naturalnego punktu widzenia to szkodnik. Przykro mi, ale to są fakty naukowe.

W opozycji na podobne do moich wypowiedzi w internecie słychać – „LUDZIE TO NAJWIĘKSZE SZKODNIKI I MORDERCY!!!” – no tak, spoko, zgadzam się, a tym bardziej podłe zachowanie tych ludzi to wypuszczanie kota i zrzucanie na niego całej winy. Bo owszem kupuje produkty fair trade, segreguje słomki, wpłacę gdzieś charytatywnie złotówkę, a to, że Cici moje wypuszczam wieczorem by umordował sobie kilka ptaszków – no to już nie moja broszka – bo to kot. Ja przecież jestem zwierzolubem bo mam 4 koty i wszystkie szczęśliwe bo wychodzą. Więc tak, jest to działanie na szkodę natury i to jeszcze wykorzystując do tego naturę samego zwierzęcia.

Moi drodzy, dane nie kłamią – w samym USA : 1,4-3,7 mld ptaków, 6,9-20,7 mld ssaków. 650 mln gadów i płazów – tyle dokładnie ginie rocznie zwierząt bezpośrednio łowionych przez koty. Kolejni fani nieodpowiedzialności powiedzą mi, że to norma, że to reguluje się samo. Otóż nie, bo po pierwsze taka populacja kota naturalna nie jest, a po drugie naszym podejściem faworyzujemy jedną stronę, którego populacja jest utrzymywana sztucznie: szczepienia, odrobaczenia, dokarmianie, zabezpieczanie na endopasożyty.

To, że kot wychodzący żyje krócej to jest fakt i na to są badania i na to jest logika. Jak czytam te durne porównania – „to dzieci zamknijcie w domu” to się zastanawiam czy gdzieś nie zgłosić takich rodziców co puszczają dzieci samopas w pobliżu ulic i śmietników. Z kolei jak słyszę „umrze, ale chociaż szczęśliwy” to mam przed oczami kota, który trafił do mnie do lecznicy z nogą wiszącą na kawałku skóry i jednym jądrem na wierzchu (drugie już było odgryzione). Tak na niego patrzyłem, fakt nie mógł mówić, ale czy gdyby mógł to powiedział czy powiedziałby „kurłaaa, warto było?” – nie sądzę.

Komentarze, że kot w obecnym stanie rzeczy chroni nas przed drapieżnikami to jest myślenie tak archaiczne, jak to że Odyn chroni przed lodowymi gigantami. Zresztą patrz punkt pierwszy – kot powinien w takim wypadku polować na ludzi bo „LUDZIE TO NAJWIĘKSZE SZKODNIKI I MORDERCY!!!”

Ludzie, przestańcie być takimi egoistami i patrzcie dalej niż 2 metry przed sobą. Kot może być szczęśliwy w domu, a jak w twoim nie jest to znaczy, że to z Tobą jest problem, a nie z kotem i jak mu nie zapewniasz bodźców to z tym coś zrób, a nie zaoferuj mu gonitwę z owczarkiem sąsiada dla rozrywki, bo nie o to w tym chodzi. Dbanie o środowisko to nie tylko sojowe late w papierowym kubku biodegradalnym, a dbanie o zwierzęta to nie tylko posty na fejsiku i podpisywanie petycji. To także myślenie i świadoma opieka ze wszystkimi jej konsekwencjami.