Zastanawiałem się, czy ten artykuł nie podzieli części moich czytelników. Długo się zastanawiałem, ale jednak uznałem, że trzeba o tym napisać.
W bardzo nielicznych zagadnieniach, gdy się w nie zgłębić mamy do wyboru tylko czarny i biały, dobro i zło, lewice i prawice, damy i wieśniaczki. Dziś chciałbym zgłębić się w temat „nie kupuj – adoptuj”. Hasło przepełnione szlachetnością, dobrymi intencjami. Wszak, po co więcej zwierząt, gdy tyle ich w schroniskach, na ulicach itp. Proste? Logiczne? No właśnie nie do końca nie. W idealnym społeczeństwie może tak, ale przecież w idealnym społeczeństwie nie ma problemu bezdomności.
Musimy sobie postawić kilka spraw jasno. Posiadanie zwierzęcia to w pewnym sensie luksus. Nie jest potrzebny do życia, nie zapewnia nam przeżycia. Poddanie sobie zwierzęcia to zawsze jakaś forma egoizmu – nie ważne skąd wzięte – nikt go o zdanie nie pyta, sam o swoim losie nie decyduje. Umowa kupna, umowa adopcyjna – nigdzie nie ma miejsca na jego podpis. To w jakim stopniu będzie mu u nas zależy już tylko od nas. Czyli wszędzie tylko my, my, my i jeszcze raz my – no egoizm. Ten egoizm może przybierać różne formy – od półtora metra łańcucha i resztek obiadu z chlebem, po kochającą rodzinę z wielkim ogrodem – paleta barw – nie czarny i biały.

Czy grzechem jest więc wybór psa idealnie nadającego się dla rodzin z dzieckiem i zakupienie go z hodowli? Oczywiście, że nie i nie można tego wmawiać ludziom. Tak jak nie można powiedzieć, że pies wyciągnięty ze schroniska na łańcuch to ofiarowanie mu drugiego życia.

Wszystko obija się więc o świadomość. Wszystko co robimy, a ma związek z drugim istnieniem musi być robione świadomie. Czasami tej świadomości brak zarówno w „kupuj”, jak i „adoptuj”.
Wciskanie ludziom na siłę zwierząt schroniskowych nie jest dobrym rozwiązaniem. Pamiętajmy, że znalazły się tam z pewnych powodów. Nie zawsze jest to zwykłe porzucenie zdrowego zwierzaka. Powody bywają różne. Czasem jest to niszczenie rzeczy rzeczy w domu, agresja lub inny złożony problem behawioralny lub zdrowotny. Nie każdy może sobie pozwolić na takie zwierzę. Ze smutkiem stwierdzam, jako osoba czynnie pracująca klinicznie: zdarza się, że zwierzęta adoptowane jako miłe i przyjazne, gdy trafiają do nowych opiekunów okazują się skrajnie inne niż je opisywano.

Czy należy potępiać takie osoby, które oddają takiego zwierzaka z powrotem? Oczywiście, że nie. Nie każdy z nas się nadaje na opiekuna takiego zwierzęcia co nie oznacza, że nie nadaje się na opiekuna zwierząt w ogóle.

Trudno pokochać psa, którego boisz się zostawić na chwilę samego, w obawie, że zje Ci dziecko lub kotka Mruczusia. Pisząc to, w wyobraźni czytam już komentarze, że przecież są behawioryści. Owszem są, ale jest to obecnie w naszym kraju nieregulowany zawód, którym możesz się zająć po ukończeniu kursu z grupona za 50zł, więc znalezienie dobrego jest dość trudną sprawą i nikt nie weźmie za swoje porady pełnej odpowiedzialności.
Często same procedury adopcyjne potrafią być zagmatwane i nie do końca jasne – i mówię to jako osoba, której odmówiono adopcji szczeniaka, więc albo dostał go papież, albo prezydent.
Pamiętajmy, też, że nie każdy musi przy adopcji kierować się misją – jeśli ratujesz zwierzaki, zapewniasz im dom i godne warunki, pracujesz nad ich psychiką i nie zraża Cię trudny domownik – to super! Podziwiam Cię i szanuję twoją pracę!

Czy należy potępiać osoby które nie chcą? No oczywiście, że nie, tak samo jak rodziny co chcą swoje dziecko, a nie adoptowane. To, że w danej sprawie nie zabierasz głosu lub nie pomagasz, nie znaczy, że nie robisz tego w innej.

Kupno zwierzęcia – i nie mówię tu o zakupie w kategorii zakupu nowych butów, też może być dobre i odpowiedzialne. Jeżeli chcesz ze swoim psem pracować, uprawiać sport, potrzebujesz kompana do biegania lub fajnego rodzinnego przyjaciela, którego cechy wynikające z rasy Ci odpowiadają to też super. Nie zrozumiem osób, które kupują psy modne, bez większego celu, ewentualnie bo „fajnie charczy” – to jest już snobizm i egoizm z którym nie jest mi po drodze.
Znam wiele osób ze sportowymi psami i psami pracującymi, a także kanapowcami – domownikami, które mimo że kupione za gotówkę to obdarzone bezcennym skarbem miłości.

Czy należy potępiać ludzi którzy kupują z pseudohodowli, psudostowarzyszeń? No oczywiście, że tak. Najlepiej wytykać palcami. W obecnych czasach nie ma usprawiedliwienia. Wiedza jest ogólnodostępna. Wspieranie takiego dziadostwa to ignorancja. Tak jak nie możesz się usprawiedliwiać, że nie widziałeś, że nie można dziecka wsadzać do pieca na 3 zdrowaśki, tak nie możesz się usprawiedliwiać, że nie wiedziałeś, że pseudo nie jest spoko.

Na niektórych grupach można przeczytać komentarze, że dana osoba wie, że wzięła z pseudo, ale kocha i uratowała mu życie – no fajnie, uratowałaś jednego – skazałaś kolejne 10 na taki los – kiepski z Ciebie Batman.

Pamiętajcie moi drodzy – wszystko z głową.