„Łoboże jak drogo”

Długo zbierałem się do napisania tego felietonu. Zazwyczaj dzięki technikom relaksacyjnym udawało się łagodzić ten wewnętrzny problem, jednak obecnie nie pomagają- stąd ten artykuł. Jak i poprzedni kieruję zarówno do opiekunów zwierząt, aby zrozumieli kilka kwestii, a także do innych lekarzy weterynarii by nie czuli się osamotnieni.

Tekst z tytułu w ustach właściciela czy to w tej czy w innej formie zdarza się u nas niezmiernie często. Świadomość opiekunów zwierząt z roku na rok się poprawia, wymagania w stosunku do placówek leczniczych wzrastają, a lekarze stale podnoszą swoje kwalifikacje by sprostać temu co wymusza od nich rynek. Niby sielankowo to wygląda, jednak niestety wchodzi tu we wszystko aspekt finansowy.

„Panie! Za tą tabletkę to ja 10 lat temu 5zł płaciłem, a nie 8!” – czyli Ci co przespali postęp
Dla niektórych osób koszty wizyt/leków/zabiegów są zbyt wygórowane. Wynika to z różnych przyczyn- chciałoby się twierdzić, że raczej z niewiedzy niż ze skąpstwa.
Należy pamiętać, że standard leczenia małych zwierząt zbliżony jest obecnie do standardu zachodniego. Posiadamy dostęp do wielu leków, obecnie diagnostyka, o której kilka lat temu można było sobie pomarzyć jest już na wyciągnięcie ręki. Okulistyka weterynaryjna, ortopedia, dietetyka, radiologia, kardiologia – to terminy, które już nie szokują. Powoli, do lamusa odchodzą gabinety z kilkoma lekami na półkach, bez możliwości diagnostycznych – klient chce więcej. Czemu więc jednak lekarz weterynarii zarabia druzgocąca mniej (10-20 razy mniej) niż jego kolega na wyspach lub w Niemczech?

„Panie! Ile? To tylko pies!” – czyli „zwierzę- mebel, dwa bratanki”
Pierwsza sprawa: przeświadczenie ludzi, że zwierzę jest dla każdego. Można mieć 5 dzieci, ledwo wiązać koniec z końcem, ale miejsce na psa/kotka/żółwia/kanarka zawsze się znajdzie. Zwierzę niestety jeszcze w wielu domach traktowane jest jak krzesło. Kupiłem- postoi- jak się popsuje to weźmiemy nowe, ale pewnie się nie popsuje. Zapominamy o podstawowej rzeczy jaką jest długowieczność tych zwierząt. Piesek kupiony synkowi na komunię będzie z wami możliwe, że i do ślubu owego synka, a żółw kupiony dziecku w galerii przy dobrej opiece będzie bawił jeszcze jego wnuki. W większości tych nieprzemyślanych zakupów/adopcji itp. nie chodzi o niewiedzę, ale o ignorancję. „Zaprosimy zwierzę do domu na lata- jakoś to będzie- Jadźka ma kundla już 10 lat i nie choruje”- klasyk! Mydlana bańka jednak pęka u takich ludzi gdy zwierzę zachoruje, a nie daj Boże zachoruje przewlekle…
Wiele osób uważa, że praca lekarza weterynarii to misja i mają poniekąd rację. Termin ten jest jednak nad interpretowany i często lekarz, który nie chce wyleczyć „za psi grosz” jest potworem, albo sadystą. Zarzucany jest wtedy brak empatii, a mistrzowie gatunku próbują metod „jak nie zrobisz taniej to nie będę leczył”, albo „jak nie zrobisz taniej to zabiję” – serio! Takie rzeczy zdarzają się w gabinetach weterynaryjnych częściej niż myślisz! O ile lwia większość z nas chciałaby zbawić świat, to jednak szara rzeczywistość sprowadza nas na ziemię. Ciężko jest kupić zakupy do domu za „miłość do zwierząt”, nie chcą przyjąć rachunków za wodę i prąd opłaconych „empatią”, a kredyt w banku się nie zmniejsza nie ważne od ilości „człowieczeństwa”, które przleję im na konto. Ostatnio wezwany do nagłego przypadku (wynikającego z rażących uchybień w hodowli) w moją wolną sobotę o godzinie 22:00 po poinformowaniu opiekuna o cenie usłyszałem: „A Pan to w ogóle kocha zwierzęta? (…) Przez takie podejście ludzie nie będą chcieli mieć zwierząt”.

„Panie! Tyle to ja u lekarza płacę!” – z cyklu przychodzi baba do weteryniorza
Drodzy opiekunowie zwierząt: fachowa opieka nad waszym zwierzęciem kosztuje – taka jest brutalna prawda. Trafiacie ze zwierzęciem do lekarza- bo my lekarzami jesteśmy – tylko od innych pacjentów. Jeżeli swędzą Cię ręce to proces myślowy który odbywa się w głowie twojego dermatologa, jest tym samym procesem, który odbywa się w głowie lekarza twojego psa, którego swędzą łapy. Pomyślcie może o kosztach drogi, którą przechodzi lekarz do uzyskania dyplomu: koszt 6 lat edukacji (min. 70- 90 tys złotych), koszt wyjazdu na praktyki, szkolenia, później przychodzi praca i dochodzą koszty konferencji (min 500 zł od sztuki), specjalizacji (min. 10 tys złotych) i ciągłego dokształcania. Jeżeli trafiasz do placówki w której lekarz dysponuje sprzętem USG, RTG, ma laboratorium do badania krwi, moczu i kału to pamiętaj, że jest to drogi sprzęt na który lekarz także musiał wydać sporo pieniędzy, nie rzadko biorąc duże kredyty.

„Panie! Pan tylko zdjęcie robił” – czyli o tym, że zasadniczo RTG można zrobić w domu samemu
Dlaczego tak trudno to zrozumieć? Koszt wizyty to koszt badania tego psa, to wiedza, którą oferuje lekarz, to znajomość leków i ich działania, które poda zwierzęciu w razie potrzeby, a także odpowiedzialność za to co robi. Wykonanie badań dodatkowych to nie tylko pobranie kilku kropel krwi, lub zrobienie zdjęcia, albo przyłożenie na „kilka minut” sondy USG a praca maszyny plus interpretacja wyników (czyli po raz kolejny wiedza) przez lekarza. Najwspanialsi są Ci opiekunowie, co chcą by tylko na ich psa „popaczeć” lub skonsultować telefonicznie lub smsowo.

„Panie! Drogie te leki u Pana! Tyle to ja w stolycy płaciłem!” – odwieczny konflikt miasto-wieś
Trudno uwierzyć, ale chleb i mleko sojowe w Biedronce na „Warszawie Centralnej” kosztuje tyle samo co w Zawierciu. Zabieg na jamie brzusznej wykonany na prowincji nie jest wcale bezpieczniejszy od zabiegu wykonanego w centrum Wrocławia. To nie jest tak, że zwierzę przychodzi na operacje, wkłada się je chore do pudełka i wyjmuje zdrowe. Cena w tym wypadku to wypadkowa sprzętu, pracy chirurga, anestezjologa, personelu pomocniczego, koszty opieki pooperacyjnej i ewentualnej hospitalizacji. Zadziwia mnie fakt, że mechanik samochodowy może podać cenę dowolną, fryzjer przed studniówką zaśpiewa 200 zł, a elektryk za wymianę kabla 100 zł, hydraulik za przekroczenie progu mieszkania 100 zł, lekarz stomatolog wyrwie zęba za 300 zł, ale już usunięcie macicy z jajnikami, czyli zabieg na otwartej jamie brzusznej za 250 zł u kota to zdzierstwo i rozbój w biały dzień. Nie ujmuje oczywiście specjalistom z wyżej wymienionych przykładów- swoją pracę trzeba cenić, szkoda jednak, że niektórzy ludzie nie doceniają pracy innych. Problem też leży pośród innych lekarzy, którzy swojej pracy nie cenią, ale to temat na oddzielną dyskusję.
„Panie! To jest kundel!”, „Panie! Za tyle to ja drugiego szczura kupię!” „Czemu tak drogo? To małe zwierzę!”- czyli o rasizmie gatunkowym
Konia z rzędem dla tego kto mi to wytłumaczy. Jak „koszt” zwierzęcia ma wpływać na koszty leczenia? Od ilu kilogramów zaczyna się przyjaciel, członek rodziny? Ile musi kosztować pies, żeby leczyć go za daną kwotę? Znasz te ekwiwalenty? Niestety, wielu lekarzy się pod tym ugina. Lekarz nie powinien liczyć wizyty od kilograma zwierzęcia, od gatunku zwierzęcia czy jego pochodzenia, a od skomplikowania przypadku.
Słowem podsumowania. Szanujmy swój czas, poświęcenie i pieniądze (swoje i innych), ale i doceniajmy cudzą pracę. Jeśli wymagamy najlepszej opieki i najwyższej klasy usług to bądźmy przygotowani na koszta. W zawodzie lekarza weterynarii, nie czarujmy się- jakość w większości przypadków wiążę się z ceną. Jeżeli chcesz zwierzę, które nie zachowuje, albo którego opieka nie będzie kosztowna to sugeruję zakup pluszowego misia.

52 thoughts on “„Łoboże jak drogo”

  1. Pan opisuje tu przypadki zupełnie typowe dla ludzi-cebulaków co to fryzjerowi też nie zapłaciliby 200zł, tylko „Grażyny córka uczyła się na fryzjerkę i zrobi to po sąsiedzku za 40 zł”. To właśnie tak jak Pan napisał ludzie traktujący psa jak mebel, oni zepsutego krzesla nie naprawią za 200zł, tylko wytargujo nowe. „Po co sterylizować suke, przeciez można 2 razy do roku utopić szczeniaki. Po co psa karmić dobrze? Precież stary chleb z wodą wystarczy, etc ” Tego typu ludzi komentarzami nie ma co się przejmować. Niestety jest druga strona medalu, weterynarze często widząc, że ktoś prędzej nerkę sprzeda, niż pozwoli psu umrzeć i ściągają straszne pieniądze z ludzi. Albo nie wiedzą co psu jest i naciągają człowieka na byle co byle przedłużyć leczenie, zamiast powiedzieć „nie wiem, proszę skonsultować z kimś innym” 🙁

    1. Bardzo dobry artykuł. Często bywam u weterynarza i zawsze chcę jak najlepszej porady dla moich zwierzaków. Jednak nie rozumiem dlaczego za tę samą usługę w odstępie kilku miesięcy zapłaciłam o 30 zł więcej w tym samym gabinecie. Czasem mam wrażenie że wet wykorzystuje naszą miłość do zwierzaków . Czy nie dobrze by było gdyby w przychodniach były widoczne cenniki usług jak np u fryzjera?

  2. Sądzę, że problem w dużej mierze wynika z braku wiedzy o faktycznych kosztach usług medycznych. Bo gdzie poza dentystą czy weterynarzem (i ew. okulistą w salonie optycznym) pajcent dostaje paragon i płaci za leczenie? Opłata zryczałtowana na NFZ, ew. dodatkowo „pakiet prywatny” maskują rzeczywiste koszty. No, chyba że pacjent nie jest ubezpieczony, to wtedy boleśnie mu się je uświadomi.
    Ostatnio sama przez dłuższy czas ponosiłam niemałe wydatki na leczenie i utrzymanie komfortu życia starego przyjaciela, dzięki którym mogłam cieszyć się jego towarzystwem ładnych kilka lub nawet kilkanaście miesięcy dłużej, a dzięki wspaniałym weterynarzom nie naraziłam go ma zbędny ból i cierpienie. W tym okresie nie raz myślałam jakby to było fajnie, gdyby istniał taki NFZ lub/i „prywatny pakiet medyczny” dla zwierzaków, bo jednak regularne składki to zdecydowanie mniejszy szok dla portfela.

  3. lol a to kiedy studia w Polsce są płatne?
    prawda jest taka, że weci w Polsce zdzierają nieziemsko i żadne usprawiedliwianie się tego nie zmieni 😉 chcecie być drodzy – spoko, ale darujcie sobie teksty, że za studia w Polsce zapłaciliście 90tys zł, bo to jest aż żałosne

    1. utrzymanie na studiach 1,500 zł za BAAARDZO SKROMNE życie * 10 miesięcy w roku przez 6 lat.
      Nie chodzi tu o płacenie tylko za uczelnie tylko bierzace wydatki. Do tego dochodzą koszty podróży do domu i inne.

      Takie są realia i wystarczy sobie pomnożyć a nie wypowiadać sie na temat rzeczy o których nie ma się pojęcia.

      1. Mediana zarobkow w polsce to ok 2000zl netto. Droga studentko prawie połowa polaków żyje za te przysłowiowe 1500zł Czyli jak sam napisąłaś ma „BAAARDZO SKROMNE życie”. Rozumiemy, tyle że po tych 6 latach wet czy lekarz proboje sie odbić a ten pacjent ciagle ma te 1500zł, i kiedy ma sie odbic?Od kiedy kasjerka w markecie czy urzednik czy pracownik w fabryce po 6 latch pracy dostaje kilkukrotna podwyżkę??? Studia sa darmowe, a jeść i płacic rachunki każdy musi.

          1. strasznie słaby ten komentarz…przemyśl zanim coś chlapniesz.. poza tym to są studia medyczne ignorancie

    2. Do Kaska
      No tak, bo 6 lat życia w obcym mieście jest darmowe. Człowiek nic nie je i mieszka pod wiatą. Książek nie kupujemy, bo po co – przecież weterynaria to „tylko nauka o słodkich zwierzątkach, ostatecznie każdy wie jak kot i pies wygląda, baa niektórzy to i konia widzieli”. Na zajęciach wcale nie musimy mieć fartuchów, czepków. Stetoskop oczywiście zarezerwowany jest tylko dla „ludzkich lekarzy”. Instrumentarium chirurgiczne – darmowe, rozdają na rogu każdej ulicy. Dojazd na uczelnię? Przecież miasto fundowało mi przejazdy. Uczelniane wyjazdy do ośrodków naukowych w Polsce? – samochody jeżdżą na wodę. Jak widzisz EDUKACJA BEZPŁATNA.

      Dlatego Droga Kasiu albo jesteś jeszcze bardzo młoda i nie wiesz jak wygląda życie, albo.. no właśnie albo co? Jeżeli uważasz, że polska weterynaria jest droga -to po prostu nie kupuj zwierzaka 🙂
      Ludzie uświadomcie sobie, że tu nie chodzi tylko o straty finansowe. Pomyślcie ile nocy nie przespaliśmy, ile książek wkuliśmy. Całkowicie podporządkowaliśmy swoje 6 lat życia nauce – ciężkiej nauce. Po studiach jesteśmy na każde wezwanie – w nocy o północy bo przecież chodzi tu o zdrowie i życie istoty. Przy czym nie ujmując nikomu – Pani z biura zamyka o 15 i idzie do domu, żadnych telefonów po nocy, powrotów do pracy o 5 nad ranem.
      Niestety w lecznicy codziennie stykam się z wyżej opisanymi problemami.Porównując nasze zarobki z zarobkami kolegów z zachodu – wypadamy słabo. W mentalności Polaka nadal zakorzenione jest to, że „weterynarz ma powołanie”. Ma, jak każdy przedstawiciel innych zawodów. Jednak pamiętajcie Kotletów z powołania dzieciom na obiad nie zaserwujemy 🙂

      1. Każdy student na innym kierunku też się energią kosmosu nie żywił, ba, musiał mieć książki, skrypty i inne badziewie, ale tylko od wetów słyszę ile to oni nie wydali. Kumam, że trzeba zarobić, ok, każdy chce, ale nie kumam jak za 2 cm antybiotyku płacę 40 zł, kiedy tyle kosztuje cała butelka XD

        1. To niech sobie pani ten antybiotyk kupi sama i samodzielnie podaje w domu. Pies na pewno poczuje sie lepiej. Niesamowita ignorancja.

        2. To kup sobie butelkę antybiotyku, dobierz jego skład, dawkę i podaj. Chętnie będę leczyć powikłania po Twojej radosnej twórczości. Płacisz za moją wiedzę, nie na 2 cm leku.
          Za co płacisz u kardiologa 150 zł? Kiedy często tylko zTobą pogada, osłucha i wypisze recepty na 300 zł?

    3. Płatne są od zawsze. Myślisz, że jakikolwiek pracownik uczelni podjąłby się wysiłku nauczenia rzeszy ludzi ciężkiej i skomplikowanej wiedzy za darmo? To, że studia dla studenta są darmowe, nie oznacza, że są bezpłatne. Wszyscy płacimy na szkolnictwo wyższe (i niższe także) w podatkach. Jak chcesz iść na medycynę niestacjonarną (czyt. płatną) to przygotuj sobie zawczasu 8-12 tyś za semestr, stomatologia 12-15 tyś za semestr. Studia są 5 letnie a każdy rok ma dwa semestry. Policz sobie ile zapłacisz za naukę. Co do „zdzierania nieziemsko”, to bardzo ciekawe spostrzeżenie, gdyż masa ludzi pracujących zagranicą przyjeżdża do Polski i tutaj szczepi, odrobacza, zabezpiecza zwierzęta, bo jest tak tanio, że jeszcze za zaoszczędzone pieniądze karmy na rok do przodu dla Pusi nakupią.

      1. ale to połaci ogół społeczeństwa ze swoich podatków, a nie student z własnej kieszeni. A studia niestacjonarne, jeśli ktoś ma widzi misi to pójdzie i zapłaci hajs, ja poszłam zabuliłam i nikomu nie wciskam teraz kitu, że sorry wydałam na studia tyle i tyle, więc ceny mam takie, żeby mi się te studia w rok zwróciły

        1. Weterynaria jest akurat dość wymagającym kierunkiem, brak na niej czasu aby mieć dodatkową pracę w której się zarobi na utrzymanie. To nie Europeistyka, ani Stosunki Międzynarodowe, gdzie się jest po 2h dziennie na uczelni, a na sesji się ściąga.

          6 lat zakuwania i zaparcia, oraz męczenie się jeszcze przez całą swoją karierę z takimi Januszami i Grażynami dla których zwierzę to mebel, a zabiegi powinny być po 5zł. Dodatkowo Wetów obowiązuje ustawowy przymus ciągłej edukacji, to też sporo kosztuje. A taka Agatka jak Ty ile musi wydawać na utrzymanie uprawnień do wykonywania zawodu?
          Sama sobie opłaciłaś studia, pięknie. Nie dostałaś się na publiczne? Za mało się uczyłaś? Ile kosztowały? 1tys. za semestr? Weterynaria kosztuje powyżej 10tys. za semestr. Powodzenia w zarobieniu tyle pracując na pełen etat w tym kraju 🙂

          Ależ oczywiście, drogi biznes i droga sprawa. Ale jeśli Cię nie stać na zwierzę, to chyba nie powinnaś go posiadać, skoro wydanie 100-200zł to za dużo na leczenie?

          Swoją drogą ostatnio jak do lekarza poszedłem, to chyba 120zł za 5min w gabinecie, w tym głównie rozmowa. Wet za tyle to przeprowadza prosty zabieg, oraz hospitalizuje po nim. Znacznie większy nakład pracy, a Janusz biznesu i tak się będzie kłócił, bo za tyle to pojedzie po nowego psa i jeszcze flaszeczkę po drodze kupi.

      2. Sprostuję nieco – semestr medycyny waha się w zależności od miasta w okolicach 18tys. Studia trwają 6 lat, więc koszty są jednak wyższe niż Pan pisze.

    4. A mieszkanie na drugim końcu Polski jest tez za darmo?? Większość z nas wyjeżdża do innego miasta na studia. To są koszty wynajmu mieszkania, jedzenia, transportu, podręczników i innych materiałów. O tym juz nikt niw myśli. Obyś nie potrzebowała nigdy naszej pomocy. Skoro tak drogo… Nie ma w Polsce obowiazku posiadania zwierząt. Jest to luksus!!!. I kosztować będzie co raz wiecej. Proszę przemyśleć decyzje o zakupie pupila, a nie podejmować pod wpływem emocji podczas spaceru po galerii, czy w trakcie przeglądania ogłoszeń na olx.

    5. niestety niektorzy żeby móc studiować i ukonczyć medycynę weterynaryjną musieli wziąc kredyt..miłością do zwierząt nie da się opłacić kosztów lecznicy niestety a szkoda.sama byłam zmuszona zamknąć swój gabinet bo koszty były zbyt wysokie a ja praktycznie nie miałam żadnych wypłat..i to wszystko z miłości do zwierząt..tylko czy z tej miłości do zwierząt mamy mieszkac w kartonach czy na ulicy??głodować też nam Państwo każą w imię tej miłości???przecież to jest chore.czy np pani kosmetyczka zrobi nam paznokcie za darmo ,bo przeciez lubi swój zawód???

    6. Droga Pani! W porównaniu z np. hydraulikiem czy mechanikiem, który „zaoszczędził” na nauce co najmniej 6 lat życia, (bo wtedy już pracował i zarabiał) a jego „dzień dobry” u klienta wynosi min. 100zł, to lekarze weterynarii wypadają blado! Co do kosztów nauki… widać, że Pani nie studiowała ani nie miała na utrzymaniu zadnego studenta (mam na myśli „bezpłatne” studia) w przeciwnym razie wiedziałby Pani ile to kosztuje.

    7. LOL a myślisz kicia że dojazdy, mieszkanie, wyżywienie i książki są za darmo?tyle to przez 6 lat wyniosło jak obszył a policzmy jeszcze że przez ten czas się nie zarabia – jeszcze więcej.Kup sobie fototapetę z żółwikiem i wtedy nic nie wydasz.LOL.

  4. Czytam i nie wierzę,że ludzie potrafią takimi tekstami rzucać.Nie rozumiem i chyba nigdy nie zrozumiem po co w takim razie brać jakiekolwiek zwierzę.Cieszę się,że moja wysterylizowana w małym mieście sunia,trafiła do specjalisty,który zna jej historię.Nie żałuję pieniędzy na członka mojej rodziny.

    1. Kazda strona ma racje i tez nie..
      Na zachodzie, u nas w Niemczech oczywiscie ceny u lekarza veterynari sa bardzo wsokie ale…
      1…sa röwniez zröznicowane, mozna zawsze wybrac korzystnego i dobrego,
      2..Wiekszosc posiadaczy zwierzat domowych posiada na zwierzaka ubezpieczenie, ktöre reguluje tez oplaty za zabiegi,
      3..kiedy wchodze do kliniki jako Notfall, jako pierwsze zostawiam möj dowöd osobisty i zaliczke odpowiednia do przypadku…np, w moim przypadku…kotka miala „udar”…zadano od razu 250 euro..ale kotka dostala natychmiastowo pomoc i po 24 gosz, mogla isc do domu..
      4. czekajac na odbiör kotki…..drzwi sie otwieraja, wpada mezczyzna z kotem na rekach i od drzwi krzyczy bardzo glosno..natychmiast lekarza…mimo, ze poczekalnia byla pelna ludzi i zwierzat…pacjent natychmiast odebrany i na stöl operacyjny…..cala reszta potem
      5. kazda regula ma wyjatki…jezeli wlasciciel zwierzaka nie jest w stanie zaplacic zaopieke…pomoc jest udzielana tak samo ludziom i zwierzetom, ktörzy nie maja ubezpieczenia i nie sa w stanie zaplacic za kosztowne zabiegi,..w takich przypadkach placi miasto z funduszy spolecznych , zdarza sie ,ze lekarz swiadomie rezygnuje z zaplaty..rzadko ale tez ma miejsce..
      6. kazde schronisko zwierzat ma swojego veta, ktöry jest oczywiscie placony i wykonuje swoje obowiazki zgodnie z etyka lekarza , tak samo z opieka w klinice, ktöre sa zobowiazane do wspölpracy ze zschroniskami,,,oczywiscie odplatnie ale ,,sa tzw, umowy zobowiazujace.
      7…ludzie o malych dochodach, posiadajac zwierze domowe korzystaja z doplat i pomocy finansowej tez na zwierzaka..
      Facit……………
      Opieka nad zwierzetami domowymi jest to problem kompleksowym, potrzebna reorganizacja calego systemu spolecznego , tez mentalnie…w Polsce….ale najpierw trzeba zaczac od usprawnienia dzialania opieki zdrowotnej i spolecznej dla ludzi, tych , ktörych nieraz nie stac na opieke lakerska…
      Niemcy maja miano panstwa obsolutnie kapitalistycznego…ale tu opieka nad czlowiekiem i zwierzeciem jest zorganizowana , socjalna i odpowiada naszym moralnym i etycznym przekonaniom i oczekiwaniu
      Polska jako kraj…wysoko katolicki, religijny, gdzie moralnosc i etyka tak glosno i czesto wypowiadane slowa, a rzeczywistosc…? kazdy z nas ja zna….

  5. Może ludzie nie mieliby pretensji gdyby we wszystkich gabinetach bądź też na ich stronach internetowych pojawiły się cenniki ? Można podać ceny: odrobaczania, przyciecia pazurkow, kastracji , szczepień. Wiadomo że trudniejsze zabiegi, operacyjne ceny bedą orientacyjne, moze być większe zużycie materiałów, trudniejszy zabieg. Bo człowiek nagle zostaje zaskoczony, ze tak drogo. Ja zgadzam się ze lekarz sie powinien cenić. Bo weterynarz to lekarz, jak każdej innej specjalności. Ale stawianie ludzi z wysokim rachunkiem nie jest fajne 🙁 a mozna ich wcześniej wstępnie orientacyjnie poinformowac o kosztach zabiegu. Jeśli chodzi o droższe zabiegi, jeśli przyjmiemy że lekarz ludzki i lekarz zwierzęcy sa na równi, to popatrzmy, ze już u stomatologa u którego ceny są wysokie można zapłacić w ratach. Czy jeśli kogoś nie stać na leczenie nie mozna by spisac z nim umowy aby spłacić zabieg w ratach ?

    1. W Polsce prawnie jest zakazane umieszczanie cennikow uslug i lekow weterynaryjnych na stronach internetowych i w jakichkolwiek innych miejscach.

    2. A ludzie idący do weterynarza języka w gębie zapomnieli? Zapytać nie potrafią ile kosztuje zabieg,tabletka,szczepionka?

  6. Do Pani Kaśki.Według Pani studia nic nie kosztują? Widać, że Pani nie studiowała. To wyjaśnia wpis. Dla wyjaśnienia, koszt studiowania to- wynajem mieszkania miesiecznie 400-1000zł miesięcznie + media internet przez 6 lat, książki do weternynarii kosztuja nawet średnio 500zł, jeść i pić trzeba. Dojazdy na uczelnie nie sa za darmo! To tylko z grupsza koszty jakie trzeba ponosić

    1. Ale te koszty studiów nie dotyczą tylko weterynarii więc darujcie sobie te wyliczanki.
      Ja rozumiem koszt usług bo aparat RTG nie jest za free, za wiedze się płaci, i wiem że czasami jest żal że pan od kafelek czy murowania bierze niezłą kase ( sam pracuję w innej branży – ale nie tłumacze się że moja cena wynika ze studiowania)

      1. Szanowny Panie, będę może trochę stronniczy bo sam jestem lekarzem weterynarii, ale postaram się Panu to wytłumaczyć.. Studia są inwestycją, a każda inwestycja powinna się kiedyś zwrócić, więc skoro ja i inni mnie podobni, zdecydowaliśmy się na studiowanie takiego a nie innego kierunku to teraz mamy nadzieję na czerpanie z tego profitów.. A poza tym, ja po prostu wiem jak pewne rzeczy robić a Pan nie, kiedy sytuacja się odwróci to ja zapłacę Panu taka stawkę jakiej Pan zażąda..

  7. Świetny artykuł. Trzeba uświadamiać ludzi, nawet Panią Kaska widać że z komentrzy dowiedziała się wielu ważnych rzeczy dotyczących edukacji w Polsce.

  8. Problem tkwi w niskiej świadomości społecznej. Przeciętny pacjent polskiej służby zdrowia nie ma NAJMNIEJSZEGO pojęcia ile kosztuje jego leczenie. Typowe przypadki z „R” kardiologicznej: Pan Janusz z Makowa (nazwa miasta przypadkowa): zabolało go w klatce, zle się poczuł, wezwano karetkę, stwierdzono rozwijający się zawał, jako ze najbliższa pracownia hemodynamiczna (to tam gdzie odtykają zatkane tętnice i de facto ratują życie) jest w mieście wojewódzkim,to wzywają transport lotniczy, w helikopterze dają morfinkę, Pan Janusz trafia do szpitala, wykonują mu koronarografię i wszczepiają stent do tętnicy (taka siatka,co zapobiega ponownym zwężeniom). Jeśli wszystko się uda zrobić w 2 h,to Pan Janusz nie ma zbyt wielu powikłań i paru dniach idzie do domu. Koszty takiego eventu (nawet jeśli pominiemy helikopter:P) to wieeeele tysięcy złotych. Ale sam Pan Janusz w tym momencie nie płaci nic (oczywiście,pewnie płacił podatki,ale to ma inny efekt psychologiczny). Czyli generalnie wychodzi z poczuciem,że to było za darmo. A teraz weź mu powiedz,że operację u swojego psa ma płacić grubszy hajs.

    ps. Jeszcze trudniej Panu Januszowi wytłumaczyć,że ma zmienić tryb życia, rzucić fajki i schudnać,bo godziny dzieliły go od śmierci. Z jego puntu widzenia to „zakłuło go w klatce, polatałem helikopterem/karetką na sygnale/w sumie za bardzo nie bołało,a pare dni pozniej juz jest w domu”. Przereklamowany ten zawał.

  9. A tak z ciekawości (nie złośliwości, broń Boże), co jeśli już mamy tego psa, on zachoruje, a nas autentycznie nie stać na jego leczenie? Co można w takiej sytuacji zrobić? Dajmy na to, psa dostaliśmy w prezencie, w spadku ew. od momentu jego nabycia pogorszyła się nasza sytuacja finansowa (zaznaczam specjalnie, bo odpowiedź „trzeba było myśleć odpowiedzialnie kupując zwierzaka” nie rozwiąże problemu).

    1. Robimy to samo, co robilibysmy gdyby nasze zdrowie by sie pogorszylo a nie mielibysmy ubezpieczenia zdrowotnego. Mozemy sie zapozyczyc lub sprzedac wartosciowe rzeczy. Badzmy moeralni i odowiedzialni

      1. Chciałabym zobaczyć bank, który udzieli kredytu na leczenie psa. 🙂 Niestety, słyszy się potem historie o porzuconych chorych zwierzętach, ale nasz system nie oferuje humanitarnego rozwiązania problemu. Potrafię się postawić na miejscu właściciela zwierzęcia, którzy nie są w stanie oglądać jego cierpienia, a nie mają pieniędzy na jego leczenie (ani tych wartościowych przedmiotów o których piszesz). Jeśli nie masz ubezpieczenia zdrowotnego, to pogotowie i tak musi ci pomóc, tyle że wystawi potem rachunek. Ze zwierzętami to tak nie działa.

        1. Wystawi rachunek, ale komu? Jeśli nie masz ubezpieczenia, to Tobie. I wyjdzie na to samo, że musisz się zapożyczyć, albo sprzedać ostatnie rzeczy, żeby im ten rachunek zapłacić.

  10. No ale przecież nikt nie kazał studiować, prawda? Można było się przyuczyć u lokalnego Janusza do kopania dołów. Koszty byłyby minimalne. Wliczanie do kosztów studiów kosztów „życia” jest co najmniej śmieszne. Każdy je ponosi, nie tylko studenci weterynarii. Druga sprawa to nie ma problemu, niech lekarze zarabiają 10-20 razy więcej, tyle co na zachodzie, tylko z drugiej strony też muszą być zachodnie pensje, żeby starczyło na utrzymywanie lekarzy. W przeciwnym wypadku zaczynamy iść w kierunku elitarnej specjalności, z której korzysta również elita. Czy aby wtedy dla wyszystkich Pań i Panów weterynarzy starczy zajęcia? Nie sądzę… Nikt nie mówi o pracy za darmo, ale trzeba zachować jakiś umiar, a nie tylko więce i więcej. Klasyka to ludzcy lekarze. Wykorzystując zawsze słabszą pozycję pacjenta non stop z roku na roku windują ceny w górę. Bajki o ciągłym dokształcaniu się i kosztach to tylko bajki. W każdej dziedzinie trzeba się dokształcać, ale nie każdy ciągle to podnosi jak lekarze. Kolejna rzecz, zdzierstwo na lekach weterynaryjnych. Te same medykamenty są często na zachodzie tańsze o 20-50% niż w Polsce. Ciekawe czemu? A temu, że nie od dziś wiadomo, że jest u nas i dobrze funkcjonuje mafia farmaceutyczno-weterynaryjna. A kto płaci? Klient zapłaci. Na klienta wszystko można przerzucić i zedrzeć do ostatniego grosika. Itp. itd. można dywagować. Problem dotyczy całego kraju, w którym ceny usług są porównywalne już z zachodnimi, tylko większości ludzi po prostu nie stać. Dopiszmy do tego beznadziejną, praktyczny brak, ofery ubezpieczeniowej dla zwięrząt (z ubezpieczeń koni nawet się wycofano). Jak się to wszystko złoży do kupy to mamy obraz taniego grajdołka, pełnego cwaniactwa, w którym z jednej strony wszyscy chcą się jak najszybciej dorobić, a z drugiej nie ma wystarczającej siły nabywczej, więc jest kombinowanie. Problem systemowy i mentalności. Kasa znika z obiegu jest akumulowana przez nielicznych. A niewolnik tyra z grosze, to i na weta nie ma.

    1. Pozwolę sobie odpowiedzieć, w czasie kiedy Pan/ Pani, po przyuczeniu w wieku 18 lat zaczął kopać doły tym samym zarabiając pieniądze pod czujnym okiem Pana Janusza, ja miałem przed sobą jeszcze 7 lat nauki w której trakcie mogłem pracować tylko dorywczo a utrzymać się jakoś trzeba. Przez te 7 lat nie tylko nie zarabiałem ale generowałem koszty które w części pokrywała moja rodzina a w części kredyt. Nasuwa to sugestię, że jeśli moje dziecko kiedyś nie będzie chciało kopać dołów jak Pan/ Pani tylko wyrazi chęć dalszej nauki będę musiał mieć na to pieniądze.
      Co do przereklamowanego ciągłego kształcenia to faktycznie, mamy koniec kwietnia a ja w tym roku wydałem na nie już ponad 5 000, tylko po to, żeby leczyć psy i koty w sposób dla nich najlepszy, bo w przeciwieństwie do technologii kopania dołów postęp w medycynie jest dość szybki i to czego uczono mnie 10 lat temu na uczelni w tym momencie jest uznawane za błąd w sztuce.
      Co do cen leków bardzo bym chciał należeć do mafii o której Pan/ Pani wspomina- może w końcu zabrał bym dzieci na wakacje.
      A jeśli chodzi o brak ubezpieczeń, wynika on niestety z beznadziejnie niskich cen naszych usług, bo nikomu nie opłaca się płacić nawet kilkadziesiąt złotych ubezpieczenia miesięcznie za psa czy kota kiedy koszty późniejszego leczenia bardzo rzadko przekraczają tysiąc złotych.. A jeśli tak bardzo Pan/ Pani ich pragnie, z pewnością kiedyś (jeśli ceny naszych usług w końcu się urealnią a nie będą zależne od nieuczciwej konkurencji czerpiącej zyski z działalności poza leczniczej) będzie mógł skorzystać z takiego ubezpieczenia.
      Na koniec, tak, zwierzę w domu to przywilej a nie obowiązek, nie każda patologia musi go posiadać..

      1. Bardzo proszę o informacje, gdzie pan /pani pracuje. Nie chciałabym nigdy trafić do tak wykształconego człowieka. Gdyby wszyscy mądrale zostali weterynarzami , byłoby ciężko zarobić na chleb a doły same się nie wykopią. Ten od kopania dołów dołożył swoimi podatkami do wykształcenia pana/pani. Z jego podatków utrzymywano uczelnię i wykładowców.

        1. To jest pewni wet z cyklu „poszedłem na studia, bo słyszałem, że się można szybko dorobić”. A potem rzeczywistość, się rozjechała z marzeniami. Jak do człowieka nie dociera, że cały system opieki medycznej, czy to ludzkiej czy zwierzęcej, jest w Polsce patologiczny, to ja nie mam pytań. To jest zapewne te nowe pokolenie roszczeniowe. W d. byłem g. widziałem, ogólnie kiepskim specjalistą jestem (tak, kiepskim, bo Ci dobrzy nie narzekają na brak pieniędzy), ale chciałbym już za rok zostać milionerem. Szczególnie jak gość porównuje koszty leczenia, do całkowitego braku możliwości ubezpieczenia tych kosztów w pl. Czyli pisze właśnie o patologii, ale pojęcia o tym nie ma. Itp. itd. Szkoda dyskutować. Acha i żeby nie było. Utrzymuję 5 koni i 2 psy. Głupie usg stawu u konia to 300-400 pln. Szczepienie 100-200 pln. Ale oczywiście to nie jest drogo. To jest pewnie za darmo według przedmówcy. Mafii i patologii oczywiście nie ma. Ta sama pasta odrobaczająca w uk (dostępna bez recepty) 30 pln u nas 70 pln. W US jeszcze taniej. Ale oczywiście w PL jest wszystko cacy. Więc golimy klientów i narzekamy przy tym jaka to jest bieda. Hipokryci cholerni.

        2. Po pierwsze jestem lekarzem weterynarii.
          Po drugie też płacę podatki, więc zwracam państwu to co zainwestowało w moje wykształcenie.
          Po trzecie nie wiem dlaczego kiedy ja informuję, że nie ma nic za darmo jest to dla Pani oburzające a idąc do fryzjera nie ma Pani oporów z płatnością za usługę. Dziwne to trochę..

  11. A i jeszcze a propos patlogii, ktoś pisał że w pl prawnie jest zabronione publikowanie cen lekarstw i usług wet. Ależ oczywiście, że zabronione. Bo jakby było jawne, to by się nagle cuda zaczynały pokazywać, że ten sam zabieg w jednej klince 100 w drugiej pińcet. A ten sam lek w hurtowni 50 pln a u weta już 100 pln. Itp. itd.

  12. Z całym szacunkiem, jak Pana nie stać to po co Panu 5 koni i 2 psy, a jak Pana stać na ich utrzymanie to czemu Pan płacze? Idąc z bolącym paluszkiem do lekarza nie marudzi Pan płacąc za receptę 100-300 pln a na psa Panu szkoda. Cieszę się że ma Pan dobre serduszko ale dlaczego ja mam finansować Pańskie hobby. Jak dotąd nie ma obowiązku posiadania psa a tym bardziej konia, jest to Pana hobby, jeśli by Pan miał stare samochody też by Pan płakał że u mechanika trzeba płacić?
    A jeśli chodzi o moje zarobki, to na szczęście na nie nie muszę narzekać, większość właścicieli leczących u mnie swoje zwierzaki ma świadomość że za usługę na określonym poziomie trzeba odpowiednio zapłacić. Szczęśliwie ludzie z Pańskim podejściem trafiają już do mnie bardzo rzadko i zwykle nie wracają z czego nie ukrywam jestem bardzo zadowolony.
    Na zakończenie jak to USG jest takie głupie a szczepienie banalne to jaki problem Pan ma żeby samemu je robić, będzie Pan zdrowszy, nie będzie się cenami denerwował, pewnie nawet wykona je lepiej 😀

    1. W zasadzie to mam nadzieję, że ciule z takim podejściem do klienta jak lek.wet. zbankrutują i znikną z rynku. Bo ja ciulu za usługi PŁACĘ i stać mnie, choć uważam, że są DROGIE jak na realia Polskie. Dociera? G…no mnie obchodzi, że ty chcesz zarabiać tyle co na zachodzie. Każdy chce. Tylko jeszcze napisz ile w swojej kliniczce, o ile ją w ogóle masz, pracownikom płacisz?? Pewnie tyle, że nawet masło z biedry to dla nich luksus. Jak się tu nie podoba to wyjeżdżamy i robimy praktykę za granicą. Proste. Kawał bezczelnego chama jesteś człowieku. I tacy właśnie najbardziej płaczą, że im źle i niedobrze.

      1. Szanowny Panie, to nie ja wylewam tu swoje żale i chyba nie ja jestem tym chamem i ciulem.. Swoim pracownikom płacę na tyle dobrze, że ani oni ani ja nie mamy potrzeby szukania chleba za granicą, nie ukrywam że jest tak między innymi dlatego że nie staramy się o klienta takiej kategorii jak Pan..
        Miłego i SPOKOJNEGO weekendu Panu życzę 😀

  13. Zajmuję się fotografią i tu jest to samo. Brak pojęcia o pracy, kosztach sprzętu, podatkach paliwie i dziesiątkach godzin spędzanych na pracy przed komputerem. Przy tym wymagania, aby stawka była adekwatna do minimalnej stawki godzinowej licząc tylko czas pracy na miejscu. Jeśli klient ma mało skomplikowaną pracę u kogoś i mało zarabia- od całego świata wymaga tego samego. Również przedsiębiorców dotyka ta choroba. Współczuję Wam weterynarze. Ja mogę klienta-idiotę spławić bez wyrzutów sumienia. Do Was skąpiec przychodzi z zakładnikiem na rękach:(

    1. Niestety większość ludzi sądzi że lekarze weterynarii mają misję, obowiązek a wręcz nakaz leczenia zwierząt, poniekąd tak jest. Ja bardzo lubię to co robię i prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie żebym musiał robić coś innego, mówiąc wprost to jest sexy.. Ale z drugiej strony prowadzę działalność gospodarczą, mam obowiązek płacić podatki, regulować zobowiązania, muszę myśleć o rozwoju, bo kto się nie rozwija w tym zawodzie tak naprawdę się cofa.. Ale tego większość ludzi nie rozumie, że cena za wizytę to wypadkowa kosztów leków, czynszu, amortyzacji, zusu, podatków, szkoleń itd. Idąc do księgowej nie oczekują darmowej porady, podobnie korzystając z usług prawnika- no bo oni muszą zarabiać.. A ja to niby nie? Pracuję już na tyle długo żeby mieć w głębokim poważaniu opinię osób takich jak niko i jemu podobni, nie podoba się, droga wolna, może iść gdzie indziej a zwykle do mnie i tak wróci leczyć powikłania po leczeniu „taniego doktora”- bo tu się niestety nie oszczędzi drodzy Państwo.

      1. Najgorszą rzeczą jest robić to co sie lubi. Bo z samym sobą nie da sie iść na kompromis i robić coś na od#&&!#dol. Przy tym wszyscy wymagają pracy za pół darmo, bo załatwianie ich spraw sprawia przecież przyjemność. Co do poprawiania po kimś to mam to samo. Przychodzą klienci ze zdjęciami zrobionymi przez taniego fotografa albo wujka i proszą o pomoc. Najczęściej niewiele się da zrobić, a cena obróbki przekracza to co zapłacili nieudolnemu lecz taniemu. Nie szkoda mi ich. Zamęczonego zwierzaka by mi było żal. Ale prowadzenie małej działalności w Polsce to przy tak wysokich kosztach biurokracji- balansowanie na linie. Jeśli jeszcze działalność wymaga drogiego sprzętu i materiałów- jest zupełnie hardcore’owo. Bankrut bez środków nie pomoże nikomu.

  14. Przygladajac sie co teraz dzieje sie na rynku weterynaryjnym , odnosze wrazenie , ze jedynymi wygranymi w tej dziedzinie są sprzedawcy sprzętów róznorakich .Nastąpiła nadprodukcja lekarzy i co róg jest nowa lecznica . Swiadomosc , ile zarabia sie u ” kogos” , i brak perspektyw , ostudziłaby zapędy wielu młodych ludzi. Każdy lekarz medycyny wycięcie najmniejszego pieprza celebruje , a WY zabiegi w pełnej narkozie sterylizacje określacie jako rutynowe , sami obnizajac ceny w akcjach o polowe. .Własciciel wychodzi z załozenia , ze i tak wam sie OPŁACA.Przemyslenia po 20 latach praktyki .

  15. Co do kosztów sprzętu.
    Przy wielu schorzeniach dotyczących gałki ocznej wskazane jest wykonanie pomiaru ciśnienia wewnątrzgałkowego ( czasem coś co wygląda niewinnie źle leczone kończy się utratą oka). Sam pomiar ciśnienia nazywa się tonometrią. Owszem można spróbować wykonać go u psa przy pomocy tonometru schiotza , ale jest to wtedy trudne i może być obarczone dużym błędem, zaletą jest to że sprzęt nie jest taki drogi (około 600zł). Metodą z wyboru jest Tonometia aplacyjna przy użyciu tonopenu ( albo podobnego ustrojstwa) I teraz pierwszy problem koszt samego tonopenu to około 9000-10000 zł (można kupić tańszy używany ludzki 7000zł), koszt samego badania też nie jest duży (jednorazowe nakładki, zużycie baterii). U ludzi koszt pomiaru w klinice prywatnej to około 30 zł. Co widzi klient : przyszedł weterynarz z długopisikiem za 100 zł ( tak wygląda ten tonometr) założył gumkę, przyłożył do oka i zainkasował 15-30 zł, no tak zdzierca przecież toto powinno 5 zł kosztować. Idąc tym tokiem rozumowania przy koszcie 9000 zł tonopen zwraca się po 1800 badaniach dla okulisty nie byłoby aż tak strasznie, ma parunastu pacjentów okulistycznych dziennie, ale dla małej lecznicy która wykona takich pomiarów powiedzmy 10 tygodniowo ( optymistyczny szacunek) zwrot kosztów nastąpi po 3,5 roku potem sprzęt zacznie zarabiać na lecznicę. Przy cenie 15-20 zł za badanie potrwa to około roku (około 450 badań) nie uwzględniając kosztów końcówek i baterii. Każdy by chciał mieć pod ręką lecznicę z RTG ,Badaniem krwi, chirurgią a przy okazji płacić za to grosze, tak się nie da. Sprzęt się zużywa, psuje, kupuje się nowy, są opłaty za prąd, pensje pracowników i wiele wiele innych, koszt takiego pomiaru musi to wszystko uwzględnić a jeszcze brać pod uwagę że lekarz też musi coś na tym zarobić. Inną sprawą jest że lekarz z Holandii zapłaci za ten sprzęt tyle samo ( o ile nie mniej !!!) a za badanie weźmie 3- 4 x tyle co w Polsce, ot sprawiedliwość ;).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *